Home > losowy exek > Random Rom #15 – Brain Artifice

Random Rom #15 – Brain Artifice

15 lutego 2013 w losowy exek

00

Spójrzcie na obrazek tytułowy. Po prostu spójrzcie na to opakowanie i przyznajcie – zapowiada się zajebiście! Jakiś złowrogi mag z kryształową kulą i masa wyładowań elektrycznych naokoło. Z grafiki wręcz bije mrok, klimat i pożoga. Już nie mogę się doczekać, aż zasiądę za sterami tego bohatera!

A teraz już kończąc fantazje. „Brain Artifice” to tytuł na Amigę stworzony przez kolejną utalentowaną grupę Niemców. Czy to może być dobre? Po ostatnich grach naprawdę szczerze w to wątpię i równie szczerze mam nadzieję, że się mylę. Kto w końcu nie chciał by pograć w coś, co chociaż można nazwać z lekkim sercem „grą”? Uczciwie trzeba oddać naszym sąsiadom, że obrazek na okładkę wybrali idealny. Naprawdę jest mroczny i przyciąga wzrok. Co z tego jednak, jeśli po odpaleniu gry widzę ekran tytułowy? Skupmy się na nim przez moment. Grafika poniżej.

01

Przy jakiejś grze planszowej (powiedzmy, że to warcaby) siedzi starszy pan o siwych włosach. Obok niego stoi umięśniony, łysy murzyn w samych slipkach (a przynajmniej ja chcę wierzyć, że to slipki, a nie stringi) z sejmitarem na plecach. Na ścianie wisi plakat z planetą i napisem „Sun 44″, który to napis znaczy… cokolwiek. Obok postaci znajduje się sprzęt grający. Mała szafeczka z gramofonem i płytami winylowymi. Na ziemi leży album „Dirty Cash”, bo widocznie był za słaby i zasługuje jedynie, by po nim deptać. Cała scena odbywa się nocą, gdyż przez okno w tle widać ciemne wieżowce. „Brain Artifice” będę odtąd nazywał bezczelnie „mózgotrzepem”, bo inaczej nie mogę po tym, co widzą moje oczy. Co więcej – scena nie ma absolutnie nic wspólnego z dalsza grą.

Po serii slajdów (do tego wrócimy później) i tabeli wyników, wciskam w końcu „fire”, aby się przekonać z czym mam do czynienia. Nie będę ukrywał, że już w tym momencie uznałem opakowanie za całkiem niezły chwyt marketingowy, który ma niewiele wspólnego z faktyczną zawartością. Moim oczom ukazała się tabelka z informacjami co i z jakiej strony wpisać. Zabezpieczenie antypirackie. Wierzcie mi lub nie moi drodzy, ale wybuchnąłem szczerym śmiechem. Tak, zdecydowanie każdy potencjalny złodziejaszek tylko czeka, by ukraść to wiekopomne dzieło i ogrywać piracko nocami po kątach. Odstawiając jednak na bok wiązankę szyderstw, przechodzę dalej. Na ekranie pojawia się menu główne, gdzie w zasadzie jedyną wartą wspomnienia opcją jest wybór pomiędzy rozgrywką na jednego lub na dwóch graczy. Powodzenia w szukaniu towarzysza na wieczór. Ja skupiłem się na trybie solowym. Również tym razem zdolny grafik prezentuje nam iście idylliczny obraz nadchodzącej sesji. Ja się pytam jakim [email protected] cudem człowiek ma podejść z optymizmem do gry, która najpierw kusi go opakowaniem, następnie kopie w jaja idiotycznym ekranem tytułowym, by w końcu dobić efektownym krzyżem na drogę? Ja nie żartuję. Naprawdę w menu mamy poniższy obrazek. Jeszcze nie doszedłem do rozgrywki, a już mam dość i chce mi się wyć. Cóż… nie ma co zwlekać dalej. Czas w to zagrać!

06

Po stosunkowo krótkim wczytywaniu widzimy planszę z jakimiś ikonkami, a sami jesteśmy kursorem. Tyle było z mojego rzucającego gromy bad assa. Nie wiemy co, ani jak. Jesteśmy zdani jedynie na swoje wątłe siły (wszak wytrzymałość psychiczna już nam się kończy po przebrnięciu przez menu). W górze ekranu ulatuje nam licznik czasu i licznik ruchów, które możemy zrobić. Szybko orientujemy się, że tak naprawdę mamy do czynienia z grą nazwijmy to… logiczną. Zabawa polega na układaniu obok siebie klocków z tymi samymi grafikami, które poprawnie ułożone zmieniają się w mur. Tyle. Po prostu właśnie opisałem wszystko, co kryje w sobie pod względem mechaniki nasz „mózgotrzep”. Kolejne plansze to inne układy klocków, ale zasada pozostaje generalnie ta sama przez kilkaset poziomów. Po przejściu dwóch kolejnych etapów człowiek ma wrażenie, że to tak naprawdę nie jest gra, tylko test na inteligencję dawany szympansom. Ta „gra” nie ma absolutnie nic wspólnego z rozrywką w jakimkolwiek kontekście. No chyba, że traktujecie jako rozrywkę czytanie tego oto tekstu. W takim razie twórcom udało się pośrednio dopiąć swego. Dali komuś ubaw.

02
Po paru podejściach opadam z sił i kończę przygodę z tym dziwadłem zaliczając zgon. Wystarczyło wykorzystać wszystkie ruchy, bądź dany nam czas i po kilku życiach w końcu można obejrzeć „game over”. W tym miejscu mój mózg został roztrzaskany na drobne. Po prostu spójrzcie poniżej na to, co i jak zobaczyłem. Nie mam już żadnych pytań. Nie mam żadnych więcej nadziei dla niemieckich rzemieślników. Spróbujcie mi odpowiedzieć na pytanie, co to do ciężkiego ch@#ja ma być?

03

Stoi jakiś krzywy ryj mierząc sobie w czerep z giwery. W drugim ręku trzyma sznur z fachowo zawiązaną pętelką, na wypadek gdyby patałach chybił z tej jakże wielkiej, snajperskiej wręcz odległości. Obraz dopełniają wspaniałe walentynkowe gacie po tacie, które ma na tyłku. Czy widzieliście kiedykolwiek bardziej dosadny obraz „game over”? Owszem… na przykład Mortal Kombat było spadanie na kolce, ale czy którakolwiek gra w długiej historii elektronicznej rozrywki pokazała nam bardziej brutalnie psychikę przegranego gracza? Człowiek ma się po prostu ochotę za%@#ać toporem i ten obrazek idealnie oddaje również moje wewnętrzne emocje w tej chwili. Tylko podajcie mi siekierę.

Mógłbym skończyć już „recenzję” tego tytułu, bo raczej nie ma czego więcej opisywać, ale muszę na moment jeszcze wrócić do oprawy „mózgotrzepa”. Oczywistym jest, że mając kilkaset plansz, nie będziemy każdej ogrywać w tej samej grafice. Tak więc nasi drodzy programiści oddali nam różnego rodzaju areny. Pamiętacie moje gdybania jakoby niektóre gry były robione na haju? Mam teraz na to niezbity dowód! Nie wyobrażam sobie bowiem, by osoba w pełni świadoma mogła stworzyć podobnie „randomową” i niepasującą do siebie oprawę! Pierwsze puzzle ułożymy spoglądając na króla popu we własnej osobie. Tak! Michael Jackson na pierwszym planie! Piękne to były czasy, gdy wszelkiego rodzaju licencje można było mieć w głębokim poważaniu. Tutaj przynajmniej klocki wyraźnie się od siebie różnią. Co powiecie natomiast na jedną z kolejnych palet graficznych? Spójrzcie poniżej.

04

Skoro doszliśmy tak daleko robiąc przez sto plansz dokładnie to samo, to możemy przejść na nieco trudniejszy poziom. Jak stopniuje się poziomy w „Brain Artifice”? Prosta sprawa – zmieniamy grafiki na chińskie krzaczki! Genialne! Brawo! Naprawdę nie mam już żadnych pytań poza ostatnim: powiedzcie panowie deweloperzy, co braliście i w jakich ilościach, żeby wam tak łby porobiło?!. To nie koniec wariactwa, bo ile stylów graficznych, tyle dziwnych obrazów, które wyryły się na zawsze w mojej pamięci. Grafika niszowych gier Amigowych powinna mieć swoją własną nazwę w historii sztuki.

Na zakończenie wrócę do slajdów po ekranie tytułowym. Jakież było moje zdziwienie, gdy odkryłem, że ci informatyczni heretycy podali swój adres! Wypisali dokładnie po kolei kto za co odpowiada, kto im tego potworka sfinansował i gdzie ich znaleźć! Drodzy panowie bądźcie pewni, że paczka już do was leci. Nagrodę w kategorii „Najgorszy tytuł w cyklu Random Rom” możecie odebrać wprost z podeszwy glana, który będzie wam deptał po czaszkach! Ta gra podsunęła mi pomysł stworzenia czegoś na kształt inkwizycji. Każdy zespół tworzący podobne „perełki” powinien być palony na stosie w centrum miasta ku uciesze gawiedzi.

05

Jak to się ma do podsumowania, które niedawno umieściłem na łamach Geek-World? Chciałbym szczerze powiedzieć, że jest w tym tworze choćby odrobina pozytywnej iskry, ale zwyczajnie bym skłamał. Dzisiejsza sesja z „Brain Artifice” jest moim najgorszym growym doświadczeniem w całym życiu. „Dingsda” miała przynajmniej jakiś koncept i zamysł. Owszem – była potwornie wykonana pod względem graficznym, ale merytorycznie mogła być całkiem niezła, czego niestety nie mogłem ocenić przez bariery językowe. Tymczasem „mózgotrzep” jest pozbawiony sensu, ikry i czegokolwiek, co przytrzymało by nas na dłużej przy ekranie. Nudzimy się tytułem w momencie, kiedy przestajemy analizować poronione pomysły grafików. Na tyle było stać tych dumnych ze swojego dzieła ludzi. Ogłaszam, że potrzebuję urlopu od cyklu, bo od kilku odsłon robi się coraz gorzej, a każda kolejna gra przekracza granice niemożliwości. Żegnam się więc z Wami i idę się cieszyć nadchodzącym weekendem. Niechaj dobre gry przyniosą mnie i wam ukojenie.

07

Był bym zapomniał… sprawy organizacyjne. Random Rom przekształcamy w stały cykl. Oznacza to tyle, że od teraz będziecie otrzymywać nową osłonę każdego piątku, bądź soboty. Nie będzie więcej półrocznych przerw, czy też kilku odsłon dzień po dniu. Jeden tekst w cyklu na tydzień. Druga sprawa – każda tekst otrzyma ocenę końcową gry. Zastosujemy skalę szkolną, bo każdemu jest ona bliska. Tyle na dziś i do przeczytania następnym razem.

  1. Luna
    Luty 16th, 2013 at 11:07 | #1

    Tak nawiasem mówiąc spójrzcie na screena z tymi krzaczkami. Tam jest niby jakiś mistrz na dole. Widzicie jego ręce? Ciekaw jestem jak on je tak odwrócił. Ehhh niemiecka robota:D

  2. Luty 16th, 2013 at 12:08 | #2

    @Luna – On glowe odwrocil, nie rece. Lata cwiczen. Widac ze wprawiony, staruch.

  3. Ewangelista
    Luty 16th, 2013 at 15:11 | #3

    O ile się nie mylę to miał być mój Random Rom. Dobrze, że go wziąłeś. Heheh, tekst jak zwykle świetny. Uśmiałem się zdrowo 😀

  4. czytelnik
    Luty 16th, 2013 at 16:16 | #4

    Ciekawa recenzja, jak zwykle zniechęcająca do grania w to coś. Bardzo podoba mi się pomysł z regularnymi recenzjami Random Rom :) przynajmniej można się pośmiać przed każdym weekendem 😀

  5. MaQ
    Luty 16th, 2013 at 18:22 | #5

    Ta gra nie może być gorsza od poprzedniej :) Dingsda od razu mnie przeraziła :) A i tak coś czuję, że tytuł, który wylosowałem dla Ciebie będzie najgorszy 😀 sasasa :)

  6. Luna
    Luty 17th, 2013 at 12:37 | #6

    Może sam coś ograj cfaniaku;)@MaQ

  7. Logan
    Luty 17th, 2013 at 19:08 | #7

    Wiesz co sobie właśnie uświadomiłem ? Po co oni podali te adresy ? Jakaś zła korporacja porwała ich, żeby pisali i programowali wirusy, i inne złe rzeczy. A oni wydali ten crap podając namiary żeby ich ktoś ocalił. Biedaczki, pewnie już dawno szczezli w mrocznych czeluściach… [tak, za dużo Deus Exa]

  8. Luna
    Luty 17th, 2013 at 20:29 | #8

    Ja to widzę w drugą stronę. Oni stworzyli to coś jako pokaz swoich możliwości. Po wyjściu „Brain Artifice” od razu posypały im się oferty zatrudnienia i tera dorabiają jako ci od tortur. Zapodają obcemu agentowi taki kawałek świetnego inaczej kodu i chłop w 5 minut śpiewa jak kanarek.

  9. robaczek
    Luty 21st, 2013 at 20:25 | #9

    Miałam być pierwsza z komentarzem. Ech, znowu mnie ubiegli… A może dla odmiany zrecenzujesz coś dobrego, a?

  10. Logan
    Luty 21st, 2013 at 20:47 | #10

    Chcielibyśmy, ale tytuły są wybierane losowo, taka karma 😀

  11. Luty 17th, 2017 at 12:54 | #11

    Będę tu wpadać bo fajnie piszesz

  1. Brak jeszcze trackbacków

GBForever Honmaru J-Games Amiga Morden ISMPOF MPoke Stare bijatyki PC Batsu Game PL