Home > Felietony, Gry > Snajperem być, czyli rzut okiem na gry video z karabinem wyborowym

Snajperem być, czyli rzut okiem na gry video z karabinem wyborowym

12 sierpnia 2011 w Felietony, Gry

Przeciętny gracz z kilkuletnim stażem wystrzelał w swoim życiu tony ołowiu. Kineskopy, tudzież matryce naszych telewizorów widziały już całe multum ręcznego uzbrojenia. Od rewolwerów, przez pistolety maszynowe i karabiny szturmowe, aż do niezbyt poręcznych ckm-ów. Nie brakuje też broni wyborowej, doskonałej do zdejmowania odległych celów. Snajperki to dla wielu przekleństwo w rozgrywkach multi, a dla innych idealne narzędzie do zabawy w precyzyjne strzelanie. Tak czy inaczej, to temat poniższego felietonu. Od razu zaznaczam, że nie podejmę się historycznego przeglądu gier, w których snajperki odgrywały główną rolę. Będzie za to słów kilka o tytułach, gdzie bycie snajperem faktycznie miało mniejsze lub większe znaczenie, ale na pewno zapadło mi w pamięć. Smacznego.

Snajper na salonach

Silent Scope to pierwsza rzecz, jaka mi przychodzi na myśl, gdy pada hasło „gra snajperska”. Nieco już zapomniany tytuł rodem z salonów arcade pokazał inne podejście, jeżeli chodzi o zabawę w strzelanie na szynach. W przeciwieństwie do masy Time Crisisów, HotD czy Virtua Cop, SS oferował automat z pokaźnych rozmiarów giwerą, umocowaną niejako na dżojstiku i wyposażoną w celownik optyczny. Ów przyrząd miał zamontowany mały wyświetlacz LCD, na którym obserwowaliśmy przybliżone miejsce akcji. Pomysłowe rozwiązanie spodobało się na tyle, że rok później (2000 r.) gracze mogli odpalić SS na swoich Dreamcastach oraz PS2. Oczywiście zabawa w domu została pozbawiona wymyślnego kontrolera. Niemniej jednak, Milcząca Luneta doczekała się kilku sequeli i edycji przenośnych (GBA 2002r., telefony).

Samotny strzelec

O wiele ważniejszym gatunkiem dla naszych rozważań są strzelaniny FPP. Kamieniem milowym, jeśli chodzi o odgrywanie roli snajpera, jest setki razy przypominana misja w Prypeci, którą serwował nam CoD4: Modern Warfare. Świetna narracja, elementy skradania i pozostawanie w cieniu za wszelką cenę to pamiętne elementy tej misji. Nie zapominając o głównym zadaniu, czyli oddaniu bardzo dalekiego strzału i branie poprawki na siłę plus kierunek wiatru. Cudo. Ten etap przypieczętował obecność misji snajperskich w każdej liczącej się strzelance FPP, co widzimy po dziś dzień.

Dla przykładu, CoD5: World at War miał fajną misję ze snajperką w bitwie o Stalingrad – strzał musiał być zagłuszony rykiem silnika przelatującego samolotu. Podobny motyw miał Battlefield Bad Company 2 (oddanie strzału przy grzmotach burzy), ale już nie tak dobry, jak w CoD5. Miło wspominam także precyzyjne strzelanie w restarcie serii Medal of Honor z roku 2010. Naszym zadaniem było strzelanie do celów ukrytych na wzgórzach – bez specjalnego celownika „na ciepło” się nie obyło.

Podobne misje z użyciem karabinów wyborowych to jedno, z drugiej strony mamy natomiast gry w znacznej mierze snajperskie. Oczywistym przykładem jest polska produkcja Sniper: Ghost Warrior, która ostatnio doczekała się edycji na PS3 (wcześniej wyszła na PC i X360). Gra, co by nie mówić, trafiła w niszę, bo sprzedała się na tyle dobrze, że w produkcji mamy sequel. Jakościowo nie wybija się ponad przeciętną (metacritic na poziomie 45-55%, zależnie od platformy), a za największą wadę gracze uznają dziwne SI wrogów – raz nie widzą nas kilka metrów obok, a raz dostrzegają z oddali, chociaż logika podpowiada, że nie powinni. Poza tym narzekano na dodane na siłę etapy „nie snajperskie”, psujące nastrój cichego zabijania. Zobaczymy, czy Sniper 2 nie powtórzy tych grzechów.

Zanim świat usłyszał o snajperze City Interactive, rzesze graczy zagrywały się w drugowojenną przygodę dzielnego, amerykańskiego strzelca wyborowego w Sniper Elite. Najpierw pecetowcy, następnie posiadacze PS2 i Xboxa, a ostatnio także miłośnicy Wii mogli wcielić się w rolę cichego pogromcy nazistów. Gra ciekawie pokazuje inne podejście do tematyki drugiej wojny światowej, poprzez położenie nacisku na elementy skradankowe i dokładne mierzenie każdego strzału. Poza tym wprowadza widowiskowy motyw podążania kamery za kulą, której lot kończy się w czerepie nic niepodejrzewającego nazisty.

Killcam zza krzaka

Dotychczas była mowa o snajperkach w kampaniach singlowych, ale nie można zapomnieć o destrukcyjnym wpływie tego uzbrojenia w potyczkach multi. Aby nakreślić to zjawisko, na warsztat wezmę dwie najpopularniejsze, multiplatformowe gry FPS, w których postać snajpera odgrywa różne, ale bardzo ważne role. CoD vs Battlefield.

Produkcje Infinity Ward/Treyarch spod znaku Call of Duty w multi są szybkie i umiejscowione na w miarę niewielkich mapach. Dużo tu zabudowań, korytarzy i innych przeszkód, które uniemożliwiają ściąganie wrogów z drugiego końca mapy. Również kampienie, tak oczywiste dla precyzyjnego celowania i pozostawania w bezruchu jest w CoD nie lada wyzwaniem. Raz – mamy killcam, który zdradza pozycję snajpera, dwa – zawodnicy biegają bez przeszkód po całej mapie (zmienne spawn pointy) i mogą zajść nieuważnego strzelca, obniżając wartość jego KD ratio. Jedyną pomocą dla skampionego snajpera są dobrze rozstawione miny, tudzież kamera z Black Ops, która pokazuje nadchodzące zagrożenie. Druga sprawa, że sprawny gracz może w kółko zmieniać miejsca położenia, bo na każdej mapie jest przynajmniej kilka idealnych miejsc do przyczajki.

Jeżeli jednak uznać kampienie za zachowanie niegodne gracza (a fe), seria CoD oferuje wszystkim ubranym w bogaty kamuflaż a’la Wookie, tudzież kiszona kapusta, bardzo skuteczną metodę zabijania. Chodzi o tzw. Quick Scoping. Youtube pokazuje na przykładzie, a ja tylko napiszę, że jest to bardzo skuteczna, ale trudna technika walki zarówno z bliska, jak i z daleka, za pomocą karabinu z urządzeniem optycznym. Mniej więcej polega ona na wciśnięciu przycisku celowania z szybko następującym oddaniem strzału. Takie chwilowe przybliżenie znacząco zwiększa celność, a mocny karabin snajperski może zabić jednym strzałem, więc jest to wyjątkowa zabójcza kombinacja. Dlatego podchodząc na serio do CoD i wybierając snajpera warto poświęcić trochę czasu na naukę QS. Na klasyczne kampienie ze snajperką nie ma co liczyć.

Jeżeli wolisz wcielać się w postać zastygłego w jednej pozycji strzelca schowanego w krzakach, polecam wybrać Battlefield Bad Company 2. Tutejsze rozległe mapy, bogate we florę i różnorodność terenu, są idealnym placem zabaw dla snajperów. Warto jednak pamiętać o kilku podstawach. W BF bierz poprawkę na grawitację. Niby truizm, ale oddając naprawdę daleki strzał trzeba pamiętać o trajektorii lotu pocisku. Dlatego jeśli jesteś na wzgórzu i widzisz wroga kilkaset metrów dalej, wyceluj kilka pikseli ponad jego głową. Trochę wprawy i można trzaskać headshoty z bezpiecznych odległości. Po drugie, żołnierze w Bad Company 2 nie potrafią leżeć. Może i głupota, ale faktycznie leżący snajper miałby o wiele większe szanse na przeżycie niż kucający i mogłoby to bardzo zaburzyć balans rozgrywki. Zobaczymy jak to będzie w BF3, w którym podobno opcja czołgania ma być obecna. Po trzecie, atak moździerza to nieodzowny pomocnik każdego snajpera. Przychodzi z pomocą przy rozwalaniu wrogich pojazdów, budynków lub dobrze skampionych wrogów. Siła ognia nie jest przesadzona, a kolejne namierzanie nie następuje od razu, ale warto o mortarze pamiętać. Choć BF oferuje doskonałe możliwości w oddawaniu dalekich strzałów, to odważni snajperzy biegający na pierwszej linii również mają pole do popisu. Wystarczy zaopatrzyć się w karabin samopowtarzalny (bez przeładowania po każdym strzale) i już można siać pożogę w zastępach wroga. Oczywiście potrzeba treningu i bieganie z taką snajperką jest bardziej wymagające na krótkim dystansie niż typowy karabin szturmowy. Ale można.

Wąż z lunetą

Nie samym FPP żyje człowiek i czasem pragniemy pooglądać plecy naszego avatara. Na szczęście dla domorosłych snajperów niemal każda strzelanka TPP czy z inną kamerą „nie z oczu”, niezależnie od settingu (kosmos, druga wojna, współczesne realia), oferuje dziś możliwość strzelania z karabinów wyborowych. Widać to chociażby po serii Uncharted, gdzie momentami bez snajperki ani rusz. W odniesieniu do snajpienia „zza pleców” nie będę jednak analizował przykładu dzielnego Nathana D., a skupię się na pewnej niszowej serii od Konami.

Pierwszy Metal Gear Solid z Playstation zasłużył sobie na wieczną chwałę przynajmniej kilkoma elementami. Jednym z nich było strzelanie karabinem PSG1. Pamiętny backtracking w celu zdobycia tego oręża owocował pierwszą walką ze Sniper Wolf. Szukanie przemieszczającego się wroga, uważanie na zbytnie wychylenie zza rogu i oczywiście Diazepam – środek uspokajający na chwilę drżenie dłoni. Takie patenty sprawiają, że po tylu latach warto wracać do dwóch potyczek z Wilczycą w MGS. Druga odsłona na PS2 również oferowała sekwencje snajperskie. Całkiem nowatorskie podejście do tematu (osłanianie Emmy) bez oczywistej kalki z „jedynki”. Natomiast walka z dziadygą-snajperem w MGS3: Snake Eater to już mistrzostwo świata. Potyczka była złożona, wielopłaszczyznowa (oferowała kawał lasu do przeszukania) i wcale nie łatwa. Żeby dojrzeć dziada należało użyć kierunkowego mikrofonu – wskazywał, z której strony dochodzą szmery. Drugą metodą było wypatrywanie papugi, która przynosiła mu jedzenie i tym samym zdradzała pozycję snajpera. W teorii ładnie to wygląda, ale w praktyce trzeba było być bardzo uważnym i mieć oczy dookoła głowy. Dziad był na tyle sprawny, że mógł zajść Naked Snake’a od tyłu i go upokorzyć.

Snajperka dla każdego

Nie da się ukryć, że karabiny wyborowe to w większości strzelanek element obowiązkowy. Niekoniecznie grający pierwsze skrzypce, jak w Sniper Elite czy Silent Scope, ale dodający rozgrywce kolorytu i odmiany. Wymaga nieco zaangażowania, ale za to oferuje masę satysfakcji, szczególnie przy dalekich strzałach. Developerzy od dawna wykorzystują tą broń w widowiskowych akcjach. Żeby tylko wspomnieć o początku 007 Nightfire i ostrzeliwaniu wrogów z lecącego helikoptera. Poza tym w grach o otwartej strukturze zapewniają świetną, choć może nieco sadystyczną zabawę w strzelanie do ruchomych celów. Przyznać się, kto z Was grając w GTA San Andreas nie mierzył z dachu do niewinnych przechodniów? W każdym razie, snajperzy w grach już dawno znaleźli dla siebie miejsce. A wracając do dnia dzisiejszego możemy tylko mieć nadzieję, że Sniper 2 poprawi niedociągnięcia poprzednika i być może jakiś producent gier AAA również zainteresuje się tematem. Tymczasem poprawiam siatkę maskującą i stabilnie ustawiam mojego SVD w oczekiwaniu na Battlefielda 3.

  1. Adept
    Sierpień 12th, 2011 at 06:51 | #1

    Dzięki Guzik za kawał świetnego tekstu. Osobiście zawsze byłem zwolennikiem snajperek. Grając namiętnie w Unreal Tournamenta chętnie sięgałem po broń snajperską w klanowych potyczkach. W meczach online Rainbow Six również wybierałem bronie w których obowiązkowo jest luneta, by móc przybliżać i bawić się w semi-snajperkę. W trybie co-op w grach z serii Ghost Recon czy Rainbow Six, oczywiście snajperka obowiązkowa.

  2. MaQ
    Sierpień 12th, 2011 at 07:18 | #2

    Snajperka to najlepsza broń moim zdaniem:D Używam jej nawet w L4F na zombiaki:)

    Snajperka dobra na wszystko:)

  3. Sierpień 12th, 2011 at 07:53 | #3

    Ciekawe podsumowanie. dzięki ;). Kto strzelał do przechodniów w GTA? Obecny! Co do innych gier, to nie mam dużego stażu, raczej omijałem rasowe strzelanki.

  4. joe
    Sierpień 12th, 2011 at 18:17 | #4

    Uwielbiam sniperki. W mutli gracze często nas nie lubią, ale kij im w oko, nie każdy sniper to camper. Moim skromnym zdaniem najlepsza snajperską grą jest Sniper Elite 1945 i Ghost Warrior się do niego nie umyw, to żałosna polska gierka, ma tylko lepszą grafikę. Nie ujmuje naszym że nie potrafią zrobić dobrej gry, bo potrafią i wszyscy o tym wiemy. Niestety GW nie należy do takich gier.

    W SE czułem się jak Major Konig z filmu wróg u bram. Dlatego niezmiernie mnie ucieszyła wiadomość o kolejnej częsci SE. Jeżeli nie zepsują potencjału to gra na starcie będzie lepsza od GW2.

    Sniper Elite mimo że lekko leciwa produkcja z kilkoma błędami(np, LKM który kilka razy nosimy na plecach:) ) nadal przyciąga.

    PS. W BF3 jest czołganie, na wielu gameplayach można je zauważyć, więc to już pewne. Jedynie co mi się nie podoba to stroje sniperów. Wygląją jak połączenie Sprintel Cela i Spider-mana. Ale cóż, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.

  5. Chili
    Sierpień 13th, 2011 at 10:38 | #5

    Naprawdę ciekawy temat felietonu. Czytało się bardzo przyjemnie :)

    Co do Metal Gear Solid 3 to są jeszcze 2 sposoby na zabicie Dziada. Możemy zamordować go przed samą walką, kiedy widzimy go po raz pierwszy (celny strzał ze snajperki gdy nasz emeryt siedzi wygodnie na wózku), oraz najciekawszy: czyli przesunięcie zegara PS2 o 2 tygodnie w wyniku którego Dziadziuś umiera na starość.

    Czekam na kolejne artykuły.

  6. Guzik
    Sierpień 14th, 2011 at 16:49 | #6

    tru, sam go raz zabiłem „starością” 😉

  7. Luty 17th, 2017 at 19:53 | #7

    Nietuzinkowy portal jak i artykuł

  1. Brak jeszcze trackbacków

GBForever Honmaru J-Games Amiga Morden ISMPOF MPoke Stare bijatyki PC Batsu Game PL