Home > Felietony, Retro > Retro gry cooperative

Retro gry cooperative

29 stycznia 2011 w Felietony, Retro

Bez wątpienia, pierwsi twórcy gier video stawiali głównie na rozgrywkę z drugą osobą. Znudzony pracą w laboratorium pan William Higinbotham stworzył w końcu Tennis for Two, a nie Tennis for One. Wystarczy spojrzeć na pierwsze reklamy gier jak i konsol – promowano je jako rozrywka dla rodziny, przyjaciół – miały za zadanie wypracować sobie swoją grupę odbiorców obok miłośników Scrabble czy innych chińczyków. Tak właśnie dawniej kojarzono granie na konsolach – w towarzystwie kolegi/koleżanki/brata/siostry itd. Inaczej już postrzegano młócenie na komputerach – w pierwsze strategie grało się w pojedynkę, a tryb wieloosobowy w starych przygodówkach spod skrzydeł Lucas Arts byłby co najmniej dziwny. Obecnie, rynku mamy mnóstwo produkcji nastawionych głównie na single’a i broń Boże, nie ma nikt prawa tego potępiać. Ciężko byłoby zaimplementować multiplayer do filmowego Heavy Rain’a, pochłaniającego fabularnie Phoenix’a Wright’a. Jednak jak to na blog tego typu przestało, cofnijmy się te 2 dekady wcześniej i powspominajmy jak to było dawniej.

Czas spędzony z drugą osobą przy konsoli/PC’cie był wtedy nieoceniony, chociaż gra przeciwko sobie wyzwalała czasem negatywne emocje. Do dziś śmieszy mnie opowieść znajomego, który wyrzucił swojego kolegę z domu za to, że po raz kolejny „rozwalił jego ukochanego Scorpiona jakąś durną babką” w Mortal Kombat. Miło wspominam chwile, kiedy po intensywnej zabawie na dworze męczyłem brata: „Zaaagraasz ze mną w ONEMANaaaa?” (tak na moim IBMie zapisany był One Must Fall 2097). Już nie wspominając „Osz ty cholero!” mojej kuzynki, kiedy po raz kolejny puściłem z dymem jej bohatera w Dyna Blaster. Jednak to gra w kooperacji wyzwala najwięcej emocji. Dążenie razem do konkretnego celu – to jest to! Satysfakcja z każdego pokonanego poziomu mnożyła się razy dwa. Pamiętam śmieszną sytuację, gdy grałem z kolegą w Chip n’ Dale 2 na Pegasusie. Doszliśmy do etapu, który przypominał coś w stylu nawiedzonego domu. Na końcu poziomu trzeba było zmierzyć się z ogromnym duchem, który pojawił się w dość niespodziewanym momencie, działając na dwójkę smarkaczy w ciemnym pokoju niczym screamer. Ja o mało nie narobiłem w gacie, kolega w nerwowym podskoku przewrócił konsolę i gra się wyłączyła. Przechodząc do sedna. Celem tego artykułu jest pokazanie wam kilku gier, które na pewno znacie, jednak może nie zdajecie sobie sprawy z fun`u jaki sprawia granie w nie w coopie.

1. Chip ‘n Dale 1 i 2 (NES/Famicom) – Nie zraźcie się infantylną otoczką, w końcu gry na podstawie kreskówek były zazwyczaj udane, nie przyrównując do dzisiejszego chłamu na licencjach filmowych. Te platformówki o dwóch dzielnych, nieproporcjonalnych do reszty otoczenia wiewiórkach potrafią dać każdemu graczowi ogromne pokłady zabawy. A kiedy znajdziecie kogoś kto mógłby chwycić za drugi pad, no to pożegnajcie się z bożym światem na kilka dobrych godzin. Czeka Was mnóstwo biegania, skakania i walk z przeciwnikami. Levele zostały dobrze dopasowane dla dwóch graczy, dzięki czemu idealne zgranie między partnerami doprowadzi Was do sukcesu, np. natkniemy się na etap w którym jeden player musi skakać po kranach, odcinając dopływ wody, gdy drugi w tym czasie zbiera znajdujące się po zlewach znajdźki. Gry te ogólnie nie są za specjalnie trudne, więc czas przed nimi spędzony będzie przyjemny i bezstresowy.

2. Contra III: Alien Wars (SNES/Super Famicom) – Wszyscy na okrągło mówią o kultowości pierwszej, 8-bitowej Contry, jednak warto zwrócić uwagę na jej trzecią odsłonę z SNESa. Ten klasowy przedstawiciel gatunku run n’ gun wypruje z Was flaki, sprawi że będziecie się rzucać w konwulsjach złości, jednak nigdy sobie tej gry nie odpuścicie póki nie zobaczycie jak końcowy boss ginie z rąk waszych giwer. Początki są trudne, jednak gdy obeznacie się z mechaniką rozgrywki, ginąc przy okazji te kilkadziesiąt razy, wkroczycie w szał niezwykle przyjemnej rzezi, kładąc kolejnych przeciwników gradami pocisków. Team work jest jak najbardziej wymagany, zwłaszcza przy potyczkach z bossami. Dodajmy do tego arsenał ciekawych broni, kilka etapów pokazanych z „lotu ptaka” czy za kierownicą futurystycznych motocykli i kilka dni macie z głowy.

3. Smash TV (SNES/Super Famicom) – W wcześniejszych wpisach jeden z redaktorów wspomniał o produkcji zwącej się Crimsonland. Teoretycznie SmashTV można uznać za jej ojca. Jako uczestnicy chorego programu telewizyjnego, naszym celem jest eliminacja kolejnych fal przeciwników ku uciesze widzów. Rozrywka jest naprawdę przednia, a intuicyjne sterowanie pozwoli na szybkie wczucie się w grę naszemu koledze/koleżance. Posyłanie wrogów do piachu nie jest tak łatwe, więc potrzebne będą szybkie ręce i odrobina zmysłu taktycznego aby nie dać się wpakować w kozi róg. Jeśli lubicie się odstresować przy dźwięku karabinów i jęku pokonanych antagonistów, to gra ta jest właśnie dla was.


4. NBA Jam (SNES) – Jeżeli odstraszają Cię trzy pierwsze litery nazwy tego tytułu, to prawdopodobnie nie jesteś fanem koszykówki. Ja również nie sympatyzuje z tym sportem, jednak granie w NBA Jam to całkiem inna bajka. Gra ta pokazuje ulubioną rozrywkę naszych czarnoskórych przyjaciół w nieco przerysowanym świetle. Marzą Wam się kilkumetrowe wsady niszczące tablice w drobny mak? A może celne niczym Simo Häyhä buzzbeater’y? To wszystko znajdziecie w tym kawałku nieźle rozpisanego kodu. A gdy druga osoba dołączy z padem, rozgrywka nabiera jeszcze większych rumieńców. Nic tak nie cieszy jak dobrze rozegrana akcja zwieńczona dunkiem spalającym siatkę kosza.

5. Wszelkiej maści beat’em up’y (praktycznie każda platforma po 3 generacji konsol) – Ten gatunek jest wprost stworzony do grania w kooperacji. Cel jest prosty – idziemy przed siebie i okładamy po mordach wszystko co się rusza. Nie ważne jaką platformę posiadacie, zawsze znajdziecie coś dobrego. Na NES’a macie możliwość zagrać w genialne Battletoads, w którym nie tylko walczymy i łamiemy szczęki, lecz możemy się zmierzyć w przemyślanych mini-grach zręcznościowych w których, np. zjeżdżamy na linie czy ścigamy się na powietrznych skuterach. SNES ma nam do zaoferowania Super Double Dragon nie polegające tylko na mashowaniu jednego przycisku, ale używaniu specjalnych kombinacji czy rozsądnego użyciu bloku. Posiadacze Segi Genesis mają świetną okazję zapoznać się z trzema częściami Golden Axe wyróżniające się spośród innych gier tego typu ciekawym światem fantasy, efektownymi czarami i wierzchowcami, którymi można taranować bezbronnych przeciwników. Dla maniaków SONY przygotowany jest genialny Fighting Force na pierwsze PlayStation, który może odstraszać brzydkim trójwymiarem, jednak pod tą brzydką zasłoną znajduje się kawał dobrego brawlera. Nawet jeśli posiadacie zapomnianego przez świat Saturn’a, koniecznie sprawdźcie dwie gry spod szyldu Dungeons and Dragons, gdyż są to jedne z najlepszych chodzonych mordoklepek w jakie kiedykolwiek grałem.

  1. Adept
    Styczeń 29th, 2011 at 16:58 | #1

    Pierwsza sprawa: Chciałbym mieć takich znajomych jak na początkowym obrazku 😉

    Druga sprawa: http://socksmakepeoplesexy.net/images/ed/JamTE2.jpg

    Trzecia sprawa: Naprawdę polecasz Battletoads na dwóch graczy? 😀

    Czwarta sprawa: Fajnie się czytało i oby tak dalej Chili!

  2. Chili
    Styczeń 29th, 2011 at 17:11 | #2

    Co do Battletoads – bez teamworka pierwsza minigierka z zjazdem na linie to bardziej wspólne zabijanie się niż gra w kooperacji 😀

  3. Irc
    Styczeń 29th, 2011 at 19:43 | #3

    Ja bym do listy dodał Contrę (rewelacyjny co-op ma przecież).

  4. M.A.D.
    Styczeń 30th, 2011 at 12:16 | #4

    Mnie brakuje na liście Metal Slug. Nie wyobrażam sobie nie grać w to na automacie bez asysty drugiej osoby, bez podwójnej frajdy w zabijaniu „nazioli”, rozwalaniu bossów, i podwójnej dawki eksplozji na ekranie 😀

  5. loQ
    Styczeń 31st, 2011 at 20:13 | #5

    A u nas zawsze grało się we dwójkę w „Czołgi”. No i brakuje mi tutaj Metal Sluga.

  6. Rash
    Luty 2nd, 2011 at 11:17 | #6

    U mnie zaś grało się w Nekketsu Street Basket w dwóch

  7. SroQ
    Luty 2nd, 2011 at 17:19 | #7

    Od Contry III zdecydowanie wolałem Contre:HardCorps na Sege Genesis. A co do beat’em upów, polecam Aliens vs. Predator i X-menów znanych z automatów :)

  8. Nazwa (wymagane)
    Luty 3rd, 2011 at 21:45 | #8

    Moim zdaniem do coopa swietnie nadaja sie przygodowki point’n’click. Nie ma ograniczen co do ilosci graczy, a zabawa tez przednia kiedy kazdy wymysla najdziwniejsze metody rozwiazania zagadek. Swietne wspomnienia mam z Teenagenta i Dizzy kiedy to gralo sie cala 6 osobowa rodzina. Grali wszyscy bez wzgledu na wiek i plec. :)

  9. Nazwa (wymagane)
    Luty 3rd, 2011 at 23:42 | #9

    Gobliiins!!! Wiedzialem ze o czyms zapomnialem, heh. To jest swietna pozycja do coopa zwlaszcza ze ma duzo humoru i jest niezle zakrecona.

  10. Styczeń 2nd, 2015 at 17:17 | #10

    Można by coś dorzucić z konsol, ale pewnie większą niespodzianką będzie Triumph War 2099 na PC. Gra 2d sprzed ok 10 lat, bardzo prosta, natomiast umożliwia koop do 4 graczy.

  11. Luty 17th, 2017 at 20:16 | #11

    fajnym stylem pisane

  1. Brak jeszcze trackbacków

GBForever Honmaru J-Games Amiga Morden ISMPOF MPoke Stare bijatyki PC Batsu Game PL